
Skrzyżowanie w Szczecinie, zapala się upragnione zielone światło i lokalna ekipa motocyklowa dynamicznie rusza przed siebie. W rezultacie jeden z jeźdźców uznał (lub tak to przynajmniej wyglądało), że zwykłe ruszenie jest zbyt mainstreamowe. Ponieważ maszyna gwałtownie wyrwała do przodu, podbiło jej przód na jedno koło. Fizyka okazała się bezwzględna. Chłopak natychmiast stracił panowanie nad motocyklem i zamiast epickiego odlotu, zaliczył spektakularnego, bolesnego i wyjątkowo wstydliwego szlifa po asfalcie.
Policja na pierwszym miejscu widowni
Całe to „show” z bliska podziwiali przejeżdżający obok policjanci ze szczecińskiej drogówki. Mundurowi grzecznie zabezpieczyli leżący motocykl oraz udzielili pomocy kierującemu. Jednak zaraz potem poinformowali stuntera, że celowe doprowadzanie do jazdy na jednym kole oraz utraty przyczepności na oczach władzy niesie za sobą surowe konsekwencje. Z perspektywy przepisów takie zachowanie bywa interpretowane jako stworzenie realnego zagrożenia w ruchu drogowym.
W konsekwencji w wielu podobnych przypadkach finałem bywa natychmiastowa utrata prawa jazdy za wheelie. Szczecin był już świadkiem takich sytuacji, gdzie sprawa ostatecznie trafiała na wokandę, a kierowcę czekała wycieczka na rozprawę sądową oraz wysoka grzywna.
Sprytne wheelie czy zwykły błąd nowicjusza?
Warto zaznaczyć, że sprawa wywołuje sporo kontrowersji wśród lokalnych motocyklistów. Chociaż mundurowi potraktowali sytuację jako bezwzględną próbę popisania się przed kolegami, analiza wideo daje do myślenia. Na moje oko chłopak mógł po prostu niefortunnie puścić sprzęgło lub za mocno odkręcić manetkę gazu na agresywnej mapie silnika. Dynamiczne motocykle potrafią wstać na gumę bez intencji kierowcy.
- Wersja policji: Celowa próba stuntu, brawura i świadome zagrożenie dla innych.
- Wersja „na oko”: Przypadkowy uślizg i „odpalenie” maszyny z braku doświadczenia.
Niezależnie od intencji, prawo bywa ślepe na brak umiejętności. Jeśli nie ogarniasz mocy swojego sprzętu i doprowadzasz do wypadku na publicznym skrzyżowaniu, musisz liczyć się z karą.
Podsumowanie: Czy sprawiedliwość była zbyt surowa?
Gdyby do zdarzenia doszło na zamkniętym torze, skończyłoby się na śmiechu kumpli i wymianie porysowanych owiewek. Publiczne skrzyżowanie to jednak najgorsze miejsce na takie błędy. Bez względu na to, czy to była brawura, czy pech – kara będzie bolesna.
A Wy jak uważacie? Czy analizując ruchy motocykla, to była ewidentna, celowa próba jazdy na jednym kole, czy chłopak po prostu nie ogarnął sprzętu i go „podniosło”? Dajcie znać w komentarzach na kanale Ciechan Moto, co myślicie o tej sytuacji i czy Waszym zdaniem utrata prawa jazdy za wheelie w takich okolicznościach to odpowiednia kara!
Źródło
Zobacz materiał wideo
Motonewsy
Jeśli lubisz motonewsy i informacje ze świata motocykli, zajrzyj także do pozostałych artykułów na stronie.



